Wprowadzenie w ikonę

Najnowsze wpisy

Problematyka ikonografii chrześcijańskiej i źródeł z nią związanych jest przedmiotem badań różnych dyscyplin naukowych. Warto na samym początku zaznaczyć, że historia chrześcijańskiego obrazu, jest czymś innym niż historia sztuki będąca konglomeratem wielu zmieniających się nurtów plastycznej wizualizacji, a co za tym idzie szerokiego spektrum tematów. Bardzo łatwo pojęcie obrazu odnosimy do pojęcia sztuki. Chrześcijańskie doświadczenie obrazu jest zgoła inne, u swojej genezy nie pretendowało do bycia włączonym w sztukę rozumianą na sposób dzisiejszy. „Historia sztuki bez wahania ogłosiła sztuką wszystko, aby do wszystkiego zgłosić tytuł własności, a tym samym zniwelowała właśnie te zróżnicowania, z których moglibyśmy uzyskać pewną wiedzę na interesujący nas temat.” Kultura znała wiele obrazów religijnych, ale żaden z nich nie był pełną opowieścią teologiczną, a tym bardziej nie uzyskał statusu dogmatycznej wykładni wiary. To subtelne rozróżnienie u samego początku pozwala nam uświadomić sobie, że chrześcijaństwo jest ikoniczne i tylko takie będzie przez wieki kształtować język teologicznej wypowiedzi, przeobrażając się w symbol obecności Boga. Miał rację Gerhard Nebel twierdząc, że istniał taki historyczny kairos spotkania ludzkiej sztuki z Objawieniem chrześcijańskim, w którym mogły powstać ikony, bazyliki, malowidła. Oczy są mądrzejsze od uszu, a we wczesnym Kościele najbardziej rozpowszechnioną metaforą poznania było widzenie. Chrześcijaństwo rozpoznało Boga, patrząc w ludzką twarz, w twarz Jezusa Chrystusa. Z resztą sam Mistrz z Nazaretu wielokrotnie wskazywał na rzeczywistość swego ciała, którą można zobaczyć wzrokiem. „To wam oznajmiamy, co było na początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce- bo życie objawiło się: […] cośmy ujrzeli i usłyszeli, oznajmiamy także wam” (1 J 1,1-3). Termin „ikona” pochodzi od greckiego: eikon- znaczy „wizerunek”, „portret”. Było to wyobrażenie najczęściej malowane ukazujące Jezusa Chrystusa. Stąd dwa zagadnienia kształtujące bizantyjską percepcję: wizerunek i pamięć. Święty Paweł o Chrystusie mówi: „On jest obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15). A sam Chrystus odpowiada Filipowi: „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14,9). Ojciec staje się widzialny w Synu, ponieważ  „Boga nikt nigdy nie widział; ten jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył” (J 1,18). W tych słowach zawiera się teologiczny motyw, aby mógł zaistnieć wizerunek.

Jeśli Słowo rzeczywiście stało się ciałem i zamieszkało między nami (J 1,14), jest w konsekwencji „opisywalne”, „wyrażalne”, „uobecnione” w obrazie na sposób plastyczny. Poszukiwania teologicznego portretowania Boga zaczniemy od rozumienia samego pojęcia ikony, jako fenomenu o czysto chrześcijańskim znaczeniu. Ikona rozumiana nie tylko jako przedstawienie, ale jako kalogatyczny argument na istnienie Boga. Święty Paweł dobrze formułuje chrystologiczną podstawę ikony: „Chrystus jest obrazem- eikon- niewidzialnego Boga” (Kol 1,15). Oznacza to, że widzialne człowieczeństwo Chrystusa jest ikoną Jego niewidzialnego bóstwa, że jest „widzialnym niewidzialnego”. Mamy tutaj podstawy chrystologiczne ikonografii, która na przestrzeni wieków będzie w sposób znaczący zapładniać teologiczną refleksję Ojców Kościoła i wzbudzać tym samym mnóstwo intrygujących dyskusji. Sztuka ikony kształtowana przez teologię, wzbogacała się od czasu katakumb poprzez sobory i oczyszczający ikonoklazm, wciągając w swoją orbitę słynnych Ojców Kościoła, jak św. Bazyli Wielki, św. Jan Damasceński, św. Teodor Studyta, św. Maksym Wyznawca i wielu innych. Wywodząc się z kultury Bizancjum, która rozwijała się przez całe wieki, stanowi tym samym syntezę kultury helleńskiej, rzymskiej i chrześcijańskiej. „Ojcowie zgadzają się ze sobą, że dopiero epifania wcielonego Boga- Logosu, Jego widzialne pojawienie się w świecie postaci i form, stało się warunkiem powstania „ikony” jako stworzonego „obrazu” Boga i zarazem określiło granice tego, co może zostać przedstawione”.